• Wpisów:275
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:33
  • Licznik odwiedzin:10 565 / 1806 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Mam nowego bloga. Potrzebowałam nowego początku. Czystej kartki. Nowej motywacji. Potrzebowałam, żeby kilka osób nie wiedziało o tym co piszę. Chyba po prostu potrzebowałam coś zmienić.
Jak ktoś chce linka to piszcie w wiadomościach prywatnych.
 

 
Wracam. Jednocześnie pełna energii i wściekła na siebie. Dzisiaj nażarłam się uszek i po prostu brzuch mi pęka i ogólnie mam trochę małe problemy żołądkowe, bo mój brzuszek nie toleruje ciasta do uszek, po prostu zawsze mam wzdęcia później, ale i tak je jem. Jestem beznadziejna. Ale przynajmniej mam za swoje i przynajmniej ogarnęłam się dzięki temu i jutro nie będę mogła za dużo zjeść (nawet jakbym chciała to stan mojego żołądka nie będzie do tego zachęcał), więc powinno być łatwiej.
Mam nadzieję, że się tak szybko nie poddam, bo ostatnio naprawdę dobrze mi szło i byłam zadowolona, a osiemnastka coraz bliżej.
  • awatar pelna_nadziei: głowa do góry! świat się od tego nie zawalił :) od jutra pilnuj się, trzymam kciuki :p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zapraszam na piękny opis pięknego dnia(sarkazm).
Ostrzeżenie! Wpis będzie długi i depresyjny, nie próbujcie mnie nawracać!
5 rano - pobudka przy pięknych dźwiękach mojego kochanego budzika (znowu sarkazm), miałam ochotę wrzucić go do kubka z wodą, ale to mój nowy telefon, więc dałam sobie spokój. Oczywiście udało mi się zasnąć, więc wszystko musiałam później robić 3 razy szybciej. I oczywiście moje ulubione dżinsy były poplamione, a drugie mokre wisiały w łazience, więc byłam skazana na eleganckie czarne, więc co równoznaczne z tym nie mogłam ubrać trampek tylko moje najładniejsze (i niezbyt wygodne) balerinki.
6 rano - wyszłam z domu, a moje pierwsze słowa dzisiaj to "o chujoza jak zimno", bo oczywiście eleganckie spodnie nie powstrzymały mnie przed włożeniem cieniutkiej skórzanej kurteczki.
6:20 - dziesięciominutowe gapienie się na prokuraturę rejonową jak zwykle dodało mi entuzjazmu na ten tydzień. Przynajmniej z założenia.
12:30 - nauczyciel od wosu powiedział nam, że idziemy do prokuratury w czwartek. Byłam taka szczęśliwa. Jak zwykle zapomniałam jaki z niego hejter i troll i mu uwierzyłam. Oczywiście, idzie tylko klasa humanistyczna, językowej obiecał, że też pójdą, a mat-fiz może sobie tylko posłuchać. Do tego jeszcze mnie spytał. Nienawidzę go!
153 - właśnie nawiał mi autobus, dzięki któremu zazwyczaj jestem w domu pół godziny wcześniej. Super.
15:11 - jedyna dobra informacja dzisiaj - ojciec będzie później.
15:55 - powolne staczanie się w dół. Weszłam do domu, rzuciłam torbę w jeden kąt, buty w drugi, zrzuciłam spodnie i koszulkę i zagrzebałam się w pościeli zostawiając wszędzie czarne ślady po łzach płynących po moich policzkach. I tak przez pół godziny. Później poszłam do kibla, bo zachciało mi się wymiotować, ale wnętrzności nie da się zwymiotować, a prawie nic od rana nie jadłam (sucharek, kawa, 3 łyżeczki serka wiejskiego, 2 plasterki ogórka). W ogóle 2 razy byłam dzisiaj bliska omdlenia w szkole, raz chyba nawet zemdlałam. Nie wiem. Urwał mi się film.
16:30 - próbowałam się pociąć, ale mi nie wychodziło. Znalazłam gdzieś w kredkach temperówkę i próbowałam ją rozkręcić, ale brakło mi cierpliwości, więc po prostu rozwaliłam ją młotkiem. Dostałam to czego chciałam. Na moich grubych udach praktycznie od razu pojawiło się 2 piękne, czerwone kreski. Cały czas płakałam.
17 - przeszukałam wszystkie pułki mojego ojca i całą piwnicę w poszukiwaniu papierosów. Nie znalazłam żadnych. Ani jednego. Za to alkoholu pełno. Wypiłam 2 kieliszki czystek i trochę koniaku prosto z butelki.
17:10 - całkowita chęć popełnienia samobójstwa. Na udach jeszcze 3 kreski. Połknęłam 3 nospy, 2 ketonale. Stchórzyłam. Znowu płakałam, tym razem nad tabletkami.
17:50 - napad. Rzuciłam się dosłownie na wszystko co było w lodówce. Ciastko, królik, Nutella, serek. Nie zdążyłam wyrzygać. Ojciec wrócił.
Stchórzyłam.

Nie próbujcie mi mówić, że życie ma sens. Tak, ma. Ale każdy ma czasem gorszy dzień. Do Waszej informacji - nigdy wcześniej nie udało mi się jeszcze zamierzenie zrobić sobie nacięć na skórze ani nie paliłam papierosów.
Do tego wkurzyła mnie przyjaciółka. Kiedy zapytał mnie z wosu, ona popatrzyła na mnie z litością. Dla mnie litość to najgorsze uczucie jakim można darzyć drugiego człowieka. To oznaka, że ten ktoś w ciebie nie wierzy. Uważa, że nie masz szans i po prostu jest mu/jej przykro, że już przegrałaś. Ta osoba po prostu dawała ci więcej czasu, ale i tak zakładała, że w końcu upadniesz, nie dobiegniesz do mety, poddasz się. Dla niej nigdy nie miałeś szans na zwycięstwo. Nigdy!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzisiaj zachowuję się jak fontanna. Cały czas płaczę bez najmniejszego powodu. Ale też stworzyłam milion refleksji na temat mojego życia.
Po pierwsze Ana. Powiecie, że mnie wyniszcza, ale jak dla mnie to wciąż za mało. Chciałabym ją zaprosić do mojego życia na stałe, a nie tylko raz czy dwa razy w tygodniu. Nie radzę sobie. Jestem cholerną perfekcjonistką i jeżeli coś mi nie wychodzi to wściekam się na siebie i próbuję jeszcze bardziej. Wtedy pojawia się Mia i ląduję z głową nad kiblem błagając się, żebym nigdy więcej nie jadła. Później jest głodówka, później wmawiam sobie, że tym razem się nie uda, ale sama w to nie wierzę. Później kłócę się z matką, drę się na ojca (albo on na mnie), a moja hipokryzja rośnie w siłę. Staram się namawiać przyjaciółkę, żeby jadła, a sama coraz bardziej ograniczam swoje posiłki. Chyba nie chcę, żeby ona cierpiała tak jak ja. Na szczęście większość ludzi tego nie zauważa. Myślą, że jestem tą radosną, zawsze uśmiechniętą osobą. Ludzie mówią, że ci, którzy uśmiechają się najjaśniej są najsmutniejsi. W sumie się zgodzę, bo po zbawiennych (dla mózgu) głodówkach czuję się jednocześnie szczęśliwsza i jakby pusta, smutna i jakbym utraciła część ze swojej naiwności. Nie umiem tego wytłumaczyć. W każdym razie później przychodzi Mia i napady. Na początku staram się wymiotować i czuję się jakby brudna, zbrukana, ale wmawiam sobie, że wyrzucam to z siebie. Później już nawet nie liczę ile czekolady czy ciastek zjadłam. Po prostu nie obchodzi mnie to. Niby jestem szczęśliwsza, ale później Ana wraca ze zdwojoną siłą. Nie pozwala mi (albo sama sobie nie pozwalam) na jeszcze więcej rzeczy. Limity i bilanse lecą jeszcze bardziej w dół. Kończy się na tym, że pozwalam sobie tylko na kilka łyżeczek jogurtu dziennie. Tyle jedzenia ląduje w śmietniku, że wydaje się, że ktoś powinien to zauważyć. Ale nie widzą. Nie obchodzi ich to. Dla nich ważne są tylko oceny. Dla nich ważne jest tylko, żebym się dostała na te studia, które oni sobie dla mnie wymarzyli. Tylko, że ich marzenia znacznie różnią się od moich. Oni widzą mnie jako panią inżynier w moim własnym biurze, ja widzę siebie jako panią prokurator na sali rozpraw i pluję na ich ideały. Z jednym się zgadzamy. Mój ojciec cały czas powtarza mi, że jestem za gruba, że nikt mnie nie będzie nigdy chciał, że jestem beznadziejna, że jestem zbyt leniwa, że za dużo czasu spędzam w domu, że za mało się uczę, że nic nie umiem zrobić. Czasami po prostu chciałabym, żeby docenił cokolwiek co robię. Cokolwiek. Albo chociaż głupie "dziękuję". Albo po prostu nie chciałabym usłyszeć "to jest źle, tamto nie tak, mogłaś zrobić to szybciej...". Chciałabym przestać marzyć o dniu, w którym się wyprowadzi, albo ja się wyprowadzę. Marzę o domu, w którym go nie będzie. To nie tak, że dzisiaj się z nim pokłóciłam i dlatego tak mówię. Codziennie wieczorem w marzeniach widzę dom bez niego. Jestem niewdzięczna? Pewnie tak. Bo przecież powinnam dziękować człowiekowi, dzięki któremu z każdym dniem nienawidzę się trochę bardziej. Dziękuję, ojcze.
Poza tym dzisiaj przy obiedzie był włączony telewizor. Co któraś reklama mówiła o tabletkach na odchudzanie. A ja jadłam i walczyłam z sobą, żeby przełknąć każdy kęs. Miałam ochotę zwymiotować, ale siedziałam naprzeciwko rodziców i musiałam zjeść pół talerza ociekających tłuszczem frytek jak każdy przykładny grubas w tej rodzinie. Nienawidzę swojego ciała. Nienawidzę frytek. Nienawidzę jedzenia. Tylko Ana może mnie uratować.
  • awatar 42dnik: wiesz co może to banalnie zabrzmi, ale zobaczysz wszystko będzie lepiej :* Rozumiem że chcesz uciec od tego co teraz przeżywasz i nie ma w tym nic dziwnego, ale pamiętaj gdy już skończysz liceum koniec ich kontroli nad twoim życiem. Tylko pamiętaj musisz dotrwać do końca bo teraz co fundujesz swojemu organizmowi źle się może skończyć musisz mieć jasno postawiony cel i do niego dążyć. Nie od razu głodówki a potem napad. Spróbuj jeszcze raz, jutro będzie nowy dzień. Wszystko jest możliwe. Trzymam za Ciebie kciuki, nie poddawaj się nie warto :)
  • awatar im_not_hungry_2x: Ja też mam beznadziejne relacje z ojcem, albo nie rozmawiamy wcale, albo on się czepia i daje mi bardzo dobrze do zrozumienia, że jestem beznadziejna i robię wszystko źle, bardzo mi przeszkadza, siedzi tylko przed tv a jak już się ruszy to gada, że się napracował, też chcę aby się prowadził więc rozumiem. Ja chciałabym wymiotowaĆ ale nie mogę niestety... :c. Trzymaj się /Rebeka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie, ja wcale nie mam problemów ze snem. Ja po prostu szybciej się przestawiam na czas letni.
Sarkazm, 5:50
 

 
bilans:
płatki ryżowe z żurawiną
trochę kurczaka z papryką i fasolką
2 kromki z szynką
kromka z serem białym
2 czekoladki
3bit
garść żelek
razem: ok. 700

ćwiczenia:
godzina spaceru
11 minut biegu

Pierwszy raz w tym roku biegałam. Cudownie. No ok, podczas biegu było takie "umieram, wszystko czego chcę to odpocząć", ale jestem teraz pełna pozytywnej energii i jestem wdzięczna przyjaciółce, że mnie zaciągnęła. Mam tylko nadzieję, że nie będę chora, bo chwilowo czuję się jakbym oddychała lodem a nie powietrzem.
Poza tym dostałam okres. Idealnie regularny. Huehue. Myślałam, że przez te głodówki może się spieprzyć, ale na szczęście jest w porządku. Przynajmniej za te 3-4 dni będę czuła się lżejsza.
Do tego dzisiaj żadnej Any ani żadnej Mii. Czuję się świetnie.
 

 
bilans:
4 kubki herbaty
2 szklanki wody

ćwiczenia:
godzinny spacer
50 brzuszków
10 pompek

Ogólnie jestem zadowolona. NARESZCIE! Tylko, że ostatnio się nie wysypiam. Budzę się godzinę przed budzikiem i nie mogę zasnąć. Do tego alergia. Oczy mnie tak pieką, że dzisiaj poszłam do szkoły bez makijażu, a moja wychowawczyni myślała, że płakałam (bo czerwone oczy i ogólnie taka blada byłam).
Ana też jest szczęśliwa. W końcu! Chociaż dalej obnosi się, że niby powinnam więcej ćwiczyć, żeby wyglądać tak jak ona.
Chyba marudzę, bo czuję się dzisiaj zbyt szczęśliwa jak na głodówkę. Ale to przez K. Był dzisiaj tak cholernie słodki i uroczy i ogólnie dał mi tyle pozytywnej energii, że masakra. Kocham <3

  • awatar Gość: problemy ze snem mogą być wywołane właśnie niejedzeniem. Tylko mówie. Znam to XDD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pierwszy napad:
Monte
4 kromki chleba z masłem i dżemem
kawałek makreli
brokuły
bigos

Drugi napad:
kromka z Nutellą
lody orzechowe
trochę żelek
2 nóżki kurczaka
5 herbatników

ćwiczenia:
20 brzuszków
spacer

Pierwszy napad całkowicie zwymiotowany. Drugi nie - tata wrócił za wcześnie. Ogólnie chciałam zrobić głodówkę, ale wpadłam na dżem i pomyślałam, że zwymiotuję. Później pomyślałam, że uda się też drugi raz, ale... no cóż.
Wisiałam nad kiblem i słyszałam ich krzyki dobiegające z kuchni. Ana darła się, że Mia mnie niszczy, Mia, że to przez Anę, bo nie daje mi jeść. Ana o mnie walczyła. Mia o mnie walczyła. Wolę Anę, ale Mia jest spokojniejsza, Ana łatwiej się obraża. To tak jakbym wyznawała monoteizm dychotomiczny, gdzie bogiem jest idealna sylwetka przedstawiana w dwóch wymiarach - Any i Mii.
 

 
bilans:
jogurt
2 nóżki kurczaka
pół bagietki
kromka z Nutellą
czekolada z orzechami

ćwiczenia:
godzina szybkiego marszu w deszczu


Ogólnie jakoś tak beznadziejnie.
Jadąc do szkoły obserwowałam krople deszczu spływające po szybie i snułam głębokie rozważania na temat ich siły psychicznej, zdolnościach przywódczych i filozofii życiowej. Tak, już wtedy wiedziałam, że zapowiada się ciekawy dzień.
Przed lekcjami (dzisiaj na 7) zdążyłam jeszcze zrobić szybki spacer i rzucić okiem na budynek prokuratury. Lało jak z cebra, ale mnie to jak zawsze zmotywowało, więc nie jest źle
Problemy zaczęły się dopiero w domu.
"Jestem na diecie" wyszeptałam sennie, jak w transie, gdy drugi gryz cieplutkiego chleba wdarł się do mojego żołądka. "Jestem na diecie" powtórzyłam ciszej, jakby z obowiązku. Kolejny gryz, Nutella spływa mi po grubych palcach. "Jestem..." Zabrakło siły. Mia nie pomogła. Zaproponowała alternatywne wyjście. Kolejny, tym razem szybki gryz, bez zastanowienia. Spoglądam ukradkiem na Anę. Kiwa z obrzydzeniem głową. Dezaprobata. Pokazanie swojej wyższości. Królowa Ana. Ideał. Niedościgniony wzór. Kolejny gryz. Tym razem z przekąsem. Już jej nie ma. A Mia? Patrzy zadowolona ze swojej małej, grubej podopiecznej. Kolejny gryz. Ten już jakby w ramionach piekieł. To nie wina Mii. To ja jestem za słaba. Ona smaruje kolejną kromkę tą brązową breją, a ja już biegnę zająć nasze następne miejsce spotkań. Po drodze ją popycham i robię jedyną rzecz, z której Ana może być dumna - rzucam kromkę prosto w twarz Mii. Zamykam drzwi od łazienki i wsadzam dwa palce do gardła. Nie udaje mi się wrócić do Any. Za daleko uciekła. Jedyne co mogę zrobić to leżeć na kafelkach i płakać. Nawet to mi nie wychodzi. Po prostu leżę.
10 szybkich wdechów. Kolejna próba powrotu do Any. Tym razem zwróciłam prawie wszystko. Powtarzam jak mantrę "Nigdy więcej tego nie zrobię". Ana dodaje "chyba, że zobaczysz to ciasto, które mama jutro zostawi w piekarniku, Pączuszku". Przesyła mi buziaczka i odchodzi na swoich kilkunastocentymetrowych szpilkach z fałszywym uśmiechem na twarzy, a Mia patrzy się z politowaniem i proponuje mi tę samą kanapkę, którą jakimś cudem uratowała i dodaje do niej nową warstwę czekolady.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Całe moje życie to liczby. Waga pokazuje liczbę. Na każdym produkcie zapisane są liczby. W szkole dostaję liczby. Wybieram odpowiednią liczbę autobusu. Aby dostać się na studia potrzebuję liczby. Ludzie zarabiają liczby. Czas to liczby. Wszędzie tylko LICZBY!

Wracam.
Bo tym razem naprawdę mi zależy.
Naprawdę musi się udać.
Tym razem wierzę, że się uda.
I tym razem sprawię, że się uda.
Bo w końcu w listopadzie 18-nastka, a w lutym studniówka i fajnie by było nie podpierać ścian.
Na dodatek mam przez miesiąc wakacji mieszkać u babci (chyba nie muszę tłumaczyć, że będąc u babci z dietą są problemy, bo babcia wymusza, żebym jadła). Chyba będziemy miały siebie dosyć po tygodniu

Ale podsumowanie ostatnich 11 dni:
2 głodówki
6 dni zawalone
5 razy wywoływałam wymioty
schudłam 0,7kg


Na przyszłość:
ok.84 dni do przeprowadzki do babci
161 dni do nowego roku szkolnego (nie, żebym się nie mogła doczekać)
do schudnięcia 28,8kg

Tak, wiem, mało czasu i takie tam. Wiem. Ja naprawdę wiem. Wiem też, że nie będzie zdrowo. Już się nie oszukuję. Czy będą głodówki? Będą. Czy będą wymioty? Pewnie tak. Czy będę chuda? BĘDĘ!
  • awatar BrunetteRAWR: Powodzenia kochane. Pamiętaj, że własną pracą wszystko można dokonać
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Około 1000kcal. Za dużo.
Prawie 0 ćwiczeń. Za mało.

Poprawię się?

Na pewno się znowu znienawidzę.


Przegrywam.
Upadam.

Tęsknię...
Kocham....
Marzę...

Kim jestem?
Kim TY jesteś?
Co MY tu robimy?
Czy gdy się znowu spotkamy odezwiesz się do mnie czy odwrócisz wzrok?
Kim jesteś?
Kim JA jestem?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
bilans:
serek wiejski(57)
Princessa(81)
brokuły(12)
2 kostki czekolady(109)
łyżka ketchupu(21)
kawałek ciasta(183)
suszone morele(35)
2 kromki z szynką(241)
kromka z serem(113)
mięso mielone z fasolą i pomidorami(94)
razem:946kcal

Ta liczba mnie przeraża, a z aktywności tylko 20 brzuszków i 20 minut spaceru. Trochę "poprawia" sprawę moje spotkanie z Mią, czyli zwymiotowanie przynajmniej 1/3 rzeczy z listy. Nie chcę wymiotować, ale chęć wyrzucenia tego z siebie jest tak duża jak chęć pochłonięcia tego wcześniej, a czasami nawet większa. Nie umiem tego opisać. Powstrzymać niestety też nie. Jestem na siebie wkurzona. Jeszcze, żeby podkreślić jaka jestem dzisiaj beznadziejna to się przyznam, że zwiałam dzisiaj z hisu. Gratulacje dla mnie.
 

 
bilans:
wafel ryżowy(19)
filiżanka serka wiejskiego(65)
kiełki(5)
łyżka ketchupu(21)
brokuły(58)
2 małe jajka na twardo(117)
marchewka(12)
2 kromki z serem i pomidorem(179)
razem: 476kcal (na 500kcal przewidzianych na dzisiaj)

ćwiczenia:
30 brzuszków
pół godziny szybkiego spaceru
ogólne kręcenie się po domu

+wymioty

Wga znowu podskoczyła mi w górę o 0,6kg. Wydaje mi się, że to przed okresem, ale żeby aż tak? Wrr...
Rano przed szkołą miałam prawie pół godziny wolnego, więc poszłam pod budynek prokuratury i gapiłam się jak głupia, żeby zaspokoić swój durny mózg marzeniami o studiowaniu prawa i karierze prokuratora. Tak, wiem, dziwna jestem.
Ogólnie mam dzisiaj jakieś takie zmienne nastroje. Najpierw zjadłam obiad (te wszystkie warzywka z listy i jajka), a po chwili stwierdziłam, że co mi tam, pójdę i tak o, rekreacyjnie, zwymiotuję to wszystko. Jestem idiotką. Jak ja chcę przeżyć na studiach prawniczych jak nie będę umiała robić tego co sobie zaplanuję (w tym wypadku olewać Mię)?
  • awatar Naraku: Nie wymotuj bez sensu, to tak strasznie Cie niszczy.
  • awatar LaLuna: Wymioty? Nie bądź nierozsadna, szkoda zdrowia, życia itd. Nabawisz się problemów i po co Ci to? Zniszczyć coś jest łatwo a naprawić już znacznie gorzej.
  • awatar BrunetteRAWR: To przez okres, wyluzuj <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
bilans:
kiwi(42)
wafel ryżowy(19)
pomidorowa z ryżem(135)
ziemniak(58)
trochę wołowiny(91)
marchewka(15)
2 mandarynki(54)
razem: 414kcal

ćwiczenia:
50 brzuszków
50 uniesień bioder
10 pompek
20 skłonów
100 pajacyków
50 skrętów
50 okrążeń biodrami
20 uniesień nóg leżąc na plecach
20 uniesień nóg leżąc na boku
godzina szybkiego spaceru (albo raczej marszu w deszczu)
trochę rozciągania
ogólne kręcenie się w kółko po domu

Czy już jestem "pro Ana"? Czy to przejściowe? Czy Mia też się ze mną zaprzyjaźni? Nie boję się ich. Czekam na nie. Tym razem dam radę. Ana daje mi siłę, a Mia pomaga uzyskać wybaczenie u tej pierwszej. Pomagają mi hodować moje zwierzątko, które chwilowo gdzieś zniknęło. Muszą pomóc mi je znaleźć. Muszą.
Mam ochotę pobiegać. Pierwszy raz w tym roku mam biegać jutro, ale jak dalej będzie taka pogoda to nie ma szans, żeby mi mama pozwoliła, a jeżeli już to pewnie zacznie mnie pilnować z tym co jem. Za wcześnie. Dużo za wcześnie.
  • awatar kotekpijemleko: Dla mnie Ana nienawidzi 'Mii', ponieważ Ana jest perfekcyjna, a Mia pozwala jeść bez opamietania i potem wymiotowac..
  • awatar TheLittleAngel †: misiu, proszę, jedz więcej ;(
  • awatar greenfrog: Cel coraz blizej;D Motywacja musi byc! Zapraszam do mnie, jestem tu nowa więc kopniak na szczęście się przyda (;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Weszłam wczoraj rano na wagę i pokazała 79,2kg. Byłam szczęśliwa i stwierdziłam, że cały trud ostatniego tygodnia się opłacił. Dzisiaj chciałam sprawdzić ile przybyło po tych 980kcal i zobaczyłam aż 81kg. Nosz kurwa! Aż tak dużo nie zjadłam, a wczoraj kręciłam się cały dzień i zrobiłam skalpel, praktycznie nie siedziałam na kanapie. Czy to normalne, że tyle się wraca dzień po głodówce?
Dzisiaj byłam z mamą w sklepie po "dwie rzeczy". W sumie ona wzięła 3, ale jak dołożyłam owoce, warzywa, jogurt i tego typu rzeczy to zajęło to całą taśmę sklepową . Ale mam to co chciałam. Oprócz truskawek i pomidorów, ale tego teraz nie dostanę (dobra, dostanę, ale same plastiki).
  • awatar Melladista: Ehh w ogóle ostatnimi czasy stwierdzam,że chyba ważenie się jest bezsensu. Tylko demotywuje człowieka. Lepiej się mierzyć :) A wagę sprawdzać co miesiąc :P
  • awatar TheLittleAngel †: wiesz jak u mnie było - mało kcal i więcej o 0,3, dużo kcal i mniej 0,1... ale teraz niestety tylko coraz więcej.
  • awatar Nkfn: powodzenia w dążeniu do doskonałości :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
bilans:
rogal (298)
zapiekanka ziemniaczana (170)
marchewka (9)
brokuły (27)
kawałeczek kurczaka (31)
sok marchewkowy (155)
kromka z szynką (113)
kromka z serem białym i pomidorem (94)
4 herbatniki (84)
razem 981kcal

ćwiczenia:
50 brzuszków
skalpel (nigdy więcej, już zapomniałam jak bardzo mnie ta baba irytuje)
odkurzanie

Za dużo! Brzuch mi umiera. Znaczy się w sumie bilans może być, bo obiecałam sobie, że niby będę jadła do 800kcal, ale jak się zmieszczę w 1000 to też będzie ok. Ogólnie wszystko wyglądało spoko dopóki rodzice nie wyszli z domu, bo wtedy jak ta idiotka pomyślałam, że mi tak jakoś za ciężko w brzuchu i zwymiotowałam całe brokuły, kanapkę i część zapiekanki, więc w sumie bilans mniejszy wyszedł, ale czuję się gorzej, bo znajomość z Mią miałam odnowić w naprawdę krytycznym momencie typu 1800kcal, a nie wtedy kiedy jeszcze mieszczę się w normie. Miałam być silna, a wyszło jak zwykle. I do tego już nie czuję mojego zwierzątka
 

 
bilans:
2 kubki herbaty
3 szklanki wody
razem: 0kcal

ćwiczenia:
20 brzuszków
godzina szybkiego spaceru

Wiem, że z ćwiczeniami słabo, ale mimo wszystko bilans ujemny Wiem, że jest źle, ale po prostu nie byłam dzisiaj w stanie zrobić więcej. Za dużo się dzisiaj działo. Za bardzo miałam doła. Płakałam. Zaczyna się...
Przynajmniej waga pokazała 80kg.
I znienawidzona przeze mnie polonistka złapała mnie pod szkołą i zaczęła mi gratulować (wtf?) i dopiero po chwili wytłumaczyła mi, że napisałam próbną maturę najlepiej w klasie - na 80%. Chyba jej trochę w pięty poszło, bo normalnie ledwo wyciągam ocenę z polskiego na semestr na 3, więc...
Ogólnie dzisiaj było trudno. *Wszystko* mi pachniało. A bigos już szczególnie. Ogólnie mam jakieś dziwne omamy węchowe. Wczoraj cały czas czułam pomidory, a dzisiaj jabłka i ser biały. Masakra!Czuję się trochę osłabiona, ale jutro zaczynam jeść. I planuję pół dnia z historią i pół dnia z matmą, bo zawaliłam dzisiaj kartkówkę z tej ostatniej, a z historii jestem nieźle w plecy (ok. 2 miesiące). Najwyższy czas, żeby to wszystko ogarnąć.

Podsumowanie:
3 dni diety w tym 2 głodówki i 0 dni zawalonych
3 dni ćwiczeń
 

 
bilans:
2 herbaty
dużo wody
razem: 0 kcal

ćwiczenia:
5 pompek
20 przysiadów
50 brzuszków
Mel B ramiona
godzina spaceru

Właśnie siedzę jak idiotka i nie wiem co napisać. Boję się nocy. Zawsze jak mało zjem to nie mogę spać i budzę się kilka (a nawet kilkanaście) razy w ciągu nocy. Zaczynam rozmyślać i już w ogóle jest problem, żebym zasnęła.
Myślałam, że dzisiaj zawalę, a tutaj "jej, jestem". Chyba mnie motywujecie nawet jak mało z Was ze mną rozmawia. Po prostu dziękuję, że gdzieś tam jesteście i mnie wspieracie. Doceniam to!
 

 
bilans
jogurt (90)
barszcz ukraiński (148)
sok marchewkowy (155)
razem: 393kcal

ćwiczenia:
rozciąganie
20 pompek
godzina chodzenia z kijkami

Dzisiaj jestem, jutro może mnie nie być i nie mam pojęcia co będę robiła za miesiąc. Nareszcie nauczyłam się, że nie mam co robić planów, bo zawsze chcę być co raz lepsza i poprawiam je do momentu aż nie da się na nich normalnie funkcjonować, więc się poddaję. Tym razem nie planuję nic. Po prostu liczę na moją motywację.
Właśnie leżę w łóżku i czuję węża w brzuchu. Skręca się i zaciska wewnątrz, a ja tak bardzo tęskniłam za tym moim "zwierzątkiem". Tak długo miałam ochotę się z nim pobawić w chowanego, że już zapomniałam jaki jest jadowity. Jeszcze nie ugryzł, ale niedługo będzie mnie zatruwał od środka. Będzie sprawiał, że będę myślała, że wszyscy oceniają moją figurę i będzie obrzydzał mi jedzenie i to co pewnie niektóre z Was znają. Po prostu wrócę do starych uzależnień: patrzenia się godzinami na jedzenie w lodówce i niejedzenie go, ważenie się kilka razy dziennie, wywalanie jedzenia, mówienie o jedzeniu, kłamanie że jadłam. Ale na razie witam go z lekkim roztargnieniem, jak starego przyjaciela po długiej rozłące. Na razie jestem z nim szczęśliwa. Bo to moje urocze maleństwo.
 

 
bilans:
filiżanka serka białego
pół mandarynki
pół marchewki
2 kanapki ciemnego chleba z serem białym i pomidorkiem

ćwiczenia:
50 brzuszków
20 pompek
godzina spaceru (w tym durnym mżawko-deszczu...wrr)
bieg na autobus

Dzień w miarę ok. Nareszcie odebrałam nowe okularki W sumie nic ciekawego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Co ja znowu robię?!? Czy ja się kiedykolwiek ogarnę? Od jutra zostaje mi dokładnie 10 miesięcy do "wkroczenia w dorosłość", a ja dalej nie umiem wziąć się porządnie za dietę i ćwiczenia, mimo że bardzo mi zależy nie umiem ogarnąć mojego mózgu, nie mam silnej woli, żeby nie jeść słodyczy i nie mam za bardzo czasu na ćwiczenia.
Potrzebuję kopa w dupę. Znowu.
Jutro chcę zacząć od nowa. Znowu.
Chcę zacząć ćwiczyć. Znowu.
Ogarnąć postanowienia. Znowu.
I pewnie skończy się jak zawsze... znowu
  • awatar healthy happy fit: damy rade kochana bedzie dobrze ja mam jeszcze 2 miesiecy do 18 bedzie dobrze powodzenia :)
  • awatar Gość: DZIEWCZYNY USPOKIJCIE SIE KAZDA Z NAS JEST PIEKNA
  • awatar Weight Loss Like Boss: Mnie pozostało 10 miesięcy do skończenia 18 lat. Również chcę się zmienić!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
bilans:
filiżanka serka wiejskiego
zupa ogórkowa
2 kanapki z serkiem białym
2 kostki czekolady

ćwiczenia:
godzina spaceru

Nie jest dobrze, ale mogło być gorzej. Mam dzisiaj doła. Znowu płakałam. Już trzeci raz w tym roku. A dzisiaj dopiero 3 stycznia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
PODSUMOWANIE 2013:
- przytyłam jakieś 5kg
+ zrozumiałam kim chcę zostać w przyszłości
+ pozbyłam się z życia pewnej suki
+ polubiłam swoje ciało, ale nadal chcę je zmienić, tylko, że dla siebie, a nie z nienawiści do siebie
- tata nie wspiera mnie co do wymarzonych studiów
- mama w sumie też nie
+ zaoszczędziłam jakieś 1000zł na studia (niby dużo, ale jak na przyszłe potrzeby - malutko)
+ trochę zmieniłam swój styl ubierania
+ wydaję mniej pieniędzy na kupowanie książek, częściej wypożyczam je z biblioteki
+ włosy trochę mi urosły
- nie ćwiczyłam regularnie
- zakochałam się w kimś nieosiągalnym dla mnie i kilkanaście lat starszym
+ starałam się szukać innych rozwiązań, gdy inni odmawiali mi tego co jest mi potrzebne do studiów (czasami było ciężko, nawet 2 razy płakałam w szkole)
+ oduzależniłam się od seriali, teraz oglądam około 2, czasami 3
+ mam więcej czasu na naukę, krócej siedzę przed komputerem/telewizorem
Z najważniejszych rzeczy to już chyba wszystko.

POSTANOWIENIA NA 2014:
1) schudnąć
2) w miarę regularnie ćwiczyć
3) dalej zapuszczać włosy
4) oszczędzać
5) uczyć się historii, wosu i matmy
6) zacząć ogarniać materiał do matury
7) poczytać trochę "mądrych książek" o prawie, gospodarce i polityce
8) posprawdzać programy nauczania na różnych studiach
9) ogarnąć w końcu mój pokój, wywalić wszystkie niepotrzebne rzeczy
10) zmniejszyć ilość godzin, które spędzam na słuchaniu muzyki (obecnie dziennie ok.3)
11) ogarnąć jakiś kurs albo chociaż podstawy szybkiego czytania (nie mam nic do lektur, ale zwyczajnie się nie wyrabiam)
12) NIE ODPUSZCZAĆ!
Mam nadzieję, że będzie w miarę OK.
W Nowym Roku życzę Wam wszystkim wszystkiego najlepszego i niech moc będzie z Wami i niech los zawsze Wam sprzyja
 

 
Post w sumie bardzie po to, żebym mogła z siebie wyrzucić to co mnie ostatnio męczy

Siedzę sobie teraz przed klawiaturą i próbuję z siebie wydusić to co mnie męczyło od kilku dobrych dni i mam problem. Ogólnie wolałabym już wrócić do szkoły, bo okres świąteczny jest najbardziej beznadziejnym okresem w roku przynajmniej dla mnie. Jak co roku tata ma wolne i wydziwia. Od kilku dni przepisuję notatki z rozszerzenia z historii (dzisiaj skończyłam - 110 stron) i trochę czasu mi to zajęło, a w pozostałym czasie czytałam lekturę. "Lalka" pozdrawia. A mój kochany tata dzisiaj wyrwał mnie z łóżka i do mnie, że mam w tym momencie poodkurzać, bo mama zaraz wróci (taa, wróciła po 3 godzinach, rzeczywiście nie wyrobiłabym się jakbym zrobiła to po kawie) i wgl później do mnie, że cały czas się obijam i nic nie robię, a sam cały czas tylko siedzi przed TV i tylko "zrób to, zrób tamto". Jak ja go nienawidzę. I to przez niego tak nienawidzę świąt, bo w innych momentach roku nie ma go do południa i jest kiedy odreagować, a teraz wchodzi człowiekowi na głowę przez cały dzień. Zazdroszczę mojej przyjaciółce, bo mimo że jej rodzice się rozwiedli to święta spędziła z rodziną, zawsze może liczyć na tatę i on ją wspiera w tym co ona robi, a jak ja coś mówię mamie, że chciałabym iść na studia prawnicze to słyszę, że mnie to przecież nie interesuje albo że teraz nie ma czasu na takie rozmowy, a z tatą to już nawet nie zaczynam takich rozmów po tym jak wyjechał jakiś czas temu z tym jego "tylko nie na jakieś humanistyczne studia". To nie jego życie i mogę je sobie zepsuć jak mi się podoba! I tak nieważne co robię - zawsze mnie krytykuje.
Oprócz tego jestem totalnie zakochana i przez to on mi się codziennie śni i budzę się w środku nocy i czuję taką cholerną pustkę, jakby jakiś brak w duszy czy coś. Nie wiem. Chcę go znowu zobaczyć. Brakuje mi go.
  • awatar Weight Loss Like Boss: Moje kontakty z tatą też nie są idealne, nie martw się, nie jesteś wyjątkiem. :3 Głupia rozmowa czasami psuje mi cały dzień. Ja lubię nawet przerwę świąteczną, bo już za niedługo zaczyna się nowy rok, a czekam na niego z niecierpliwością, bo chcę w końcu zacząć się prawdziwie odchudzać, a to taka moja motywacja... Podziwiam 110 stron z historii! A co do lektury - czeka na mnie "Pan Tadeusz" i "Kordian" :c
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
bilans:
jogurt
trochę makaronu z mięsem mielonym
3 rogaliki z dżemem (malutkie takie)
2 kromki z serem żółtym

Wiem, wiem, ale robię rogaliki na wigilię klasową i tak wyszło
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jestem z Wami, tylko przez pogrzeb dziadka nie miałam jakoś czasu i energii, żeby to wszystko opisywać. Mam nadzieję, że u Was OK.
 

 
bilans:
filiżanka serka wiejskiego
sucharek
banan
2 kromki ciemnego chleba z szynką
banan
4 herbatniki

Niby ok, ale zadowolona też nie jestem. Poza tym jutro nie mam wosu Smutno trochę, bo to mój ulubiony przedmiot i siedzę z moją najlepszą przyjaciółką (odwala nam).
 

 
bilans:
filiżanka serka wiejskiego
2 kanapki z szynką
4 kostki czekolady
trochę gulaszu

W sumie nic więcej, ale czuję się okropnie. Prawie się dzisiaj poryczałam. No ok - płakałam 2 razy - zaczyna się Nawet nie wiem dlaczego, no bo niby siedziałam wczoraj nad lekcjami do 22 z czego większość czasu nad matmą a i tak dzisiejszy sprawdzian zawaliłam (jestem dosyć mądra z matmy, więc to dosyć poważna porażka, ale nigdy nie płakałam przez jakieś durne oceny). Dzisiaj też muszę jeszcze dobre kilkadziesiąt minut posiedzieć nad romantyzmem i Mickiewiczem. I wgl jakoś tak... czasem tak po prostu smutno.
  • awatar AmbitnaPerfekcyjna: To przez tą pogodę też tak mam, mam nadzieję, że jak spadnie snieg i bedą świeta to zregeneruje siły i w Nowy ROk wejdę z nową energią! Trzymaj się aaa czekolada na lepszy nastrój jak najardziej w porzadku i tylko 4 kostki, jakbyś zjadła pół tabliczki to byś się mogła zamartwiać :)
  • awatar skinny perfect.: nie jest źle co do bilansu, tylko ta czekolada... dobrze, że coś zjadłaś, może przez to jedzenie masz problemy z nauką, możliwe
  • awatar Emoska<3: Trzymaj się Maleńka <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
bilans:
filiżanka serka wiejskiego
sucharek
łyżka kaszy
trochę gulaszu
kilka pieczarek
pomarańcza (w planach, ale później nie będę miała czasu na wpis)

Brak ćwiczeń, ale zwyczajnie nie mam dzisiaj czasu. Jak o 7 zaczęłam lekcje tak do domu wróciłam o 16 (9 lekcji + droga do domu). Właśnie ogarnęłam materiał na jutrzejszy sprawdzian z rozszerzonej matmy. Chyba się zaliczy Ale matma to nie jedyny przedmiot, więc jeszcze dużo nauki przede mną.
W szkole pomagałam dzisiaj w sprzedaży ciast i ciastek na cele charytatywne (chore dzieci?), więc miałyśmy z koleżanką odpały, ale przynajmniej pomogłyśmy
Wgl miałam dzisiaj słodki sen. Śniło mi się, że KTOŚ kto mi się podoba wyciągnął mnie z matmy, bo MU było smutno i zaczął mnie całować, bo potrzebował pocieszenia <3.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Buhahaahah... nie.
Znowu nie umiem zaczynać.
bilans:
bułka ciemna z serem białym i pomidorem
kilka pieczarek
2 placki ziemniaczane z gulaszem
pół czekolady
kawałek pomelo
+godzina spaceru

Jak ja mam być prawnikiem jak nie umiem osiągnąć nawet czegoś tak banalnego jak niejedzenie czekolady?
I tak nie jest najgorzej, bo tym razem przyznałam się do porażki i jestem gotowa zacząć jutro od nowa. Jeszcze nie przegrałam. Wciąż walczę. Do końca.
 

 
W tym roku nie chcę pieniędzy. Nie chcę współczucia. Nie chcę chłopaka. Nie chcę szybszych wakacji. Nie chcę większej ilości uwagi rodziców, których ostatnio widuję tylko wieczorami. Nie chcę żadnego bzdurnego prezentu, tylko KOPA W DUPĘ. Bo jestem idiotką i cały czas zawalam to na czym mi najbardziej zależy. Obiecałam sobie, że poradzę sobie bez pisania bilansów na pingerze, bo uważałam, że to trochę upokarzające, że codziennie spowiadam się z tego co jem. Zawaliłam. W sumie to była tylko wymówka, żebym mogła jeść słodycze, bo przecież "nikt się nie dowie". Mikołaju: daj mi trochę motywacji albo uporu w tym co robię, bo mi ZALEŻY. To mój "ostatni" rok. Tak, bo w 2014 mam 18-nastkę. Już. No ok dopiero w listopadzie, ale i tak to już niedużo czasu.
Na początku postanowiłam sobie, że do stycznia pozbędę się nadwagi, ale bądźmy szczere - nigdy nie osiągam tego co sobie założę, więc tym razem postanawiam po prostu, że przez najbliższe 90 dni staram się jak nigdy wcześniej. Co później? Później się zobaczy. Wiem jedno: bez Was sobie nie radzę, więc teraz OFICJALNIE i NA STAŁE wracam do Was!
  • awatar allie♥: no to łapaj tego kopa )/\_ i wracaj do nas :) ja też wkraczam w pełnoletność w 2014, ale w grudniu. jeszcze caaały długi rok :c
  • awatar tellmeyourname: Cholernie dobry wpis, mi chyba też potrzebny taki kop w dupę, powodzenia, musimy dać radę!
  • awatar liberami: ja też w 2014 mam 8nastke ;) w lutym :P trzymam kciuki za Cb !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Znowu mnie nie było. Znowu zawaliłam. Dalej kocham kogoś kogo nie powinnam. Dalej chcę zostać prawnikiem chociaż nie mam żadnych znajomości i jestem na mat-fizie. Dalej wariuję z miłości. Dalej wierzę w happy endy. Dalej jestem optymistką> Dalej obijam się całe popołudnie i czekam aż lekcje same się odrobią. Dalej oczekuję od innych więcej niż mogą dla mnie zrobić. Oczekuję cudów niemożliwych do spełnienia. Czekam na wakacje w połowie jesieni. Wmawiam sobie, że waga sama spadnie. Że on mnie kocha. Że matura sama się zda. Że rodzice sami się przekonają do wybranych przeze mnie studiów. Że pokój sam się posprząta. Że niektóre rozmowy same się przeprowadzą. Że łzy same przestaną płynąć.
Tak naprawdę to codziennie jest coraz gorzej. Codziennie po powrocie do domu płaczę przez około pół godziny. Codziennie odkładam ważne rozmowy. Codziennie odkładam dietę na "jutro". Codziennie jestem tak samo beznadziejna jak dzień wcześniej i wmawiam sobie, że następnego dnia będzie lepiej, bo nic innego już mi nie zostaje. Tylko, że nie jest lepiej. Jest gorzej. Nie radzę sobie. Nawet nie mam z kim porozmawiać, bo jak dzisiaj chciałam porozmawiać z przyjaciółką to najpierw brzuch ją bolał, a później mnie nie zauważała. Miałam porozmawiać z mamą - nie ma jej w domu, a jak wróci to będzie się spieszyła do pracy. Wychowawczyni też po nas ostatnio jedzie, że nie umiemy się zachować, najpierw zgadza się na wycieczkę, a później mówi, że do kina to może iść z nami ale w sobotę. Chciałabym porozmawiać z moją ulubioną nauczycielką z gimnazjum, ale kończę lekcje o takiej porze, że się nie wyrobię. Tylko ona umiała mi pomóc w takich momentach. Potrzebuję rozmowy z kimś dorosłym, bo serio już poważnie wariuję. Już drugi raz w tym tygodniu zaczęłam na poważnie myśleć o popełnieniu samobójstwa. Ale nie. Spokojnie. Nie zrobię tego. Za bardzo bym się bała, że mi się nie uda i że trafię do psychiatryka, a po takim czymś nie mam szans na wymarzone studia i nie widywałabym GO codziennie. Kocham go chociaż nie powinnam. Jest prawie 20 lat starszy. Już prawie 3 miesiące nie mogę przestać o nim myśleć. Jestem beznadziejna!

Cholera. Nie zdążyłam jeszcze dodać zdjęć do wpisu, a już zdążyłam się trzeci raz rozryczeć. Dajcie mi po prostu zakopać się gdzieś i nie wychodzić stamtąd do wiosny.
  • awatar chudzina19929: Teraz się podnosisz i działasz. Tym razem MUSI się udać :)
  • awatar •Last chance•: być może to głupie, ale czytając Twój wpis popłakałam się. Bo w kilku rzeczach jesteśmy takie same. Wiem co czujesz kochając Go. Wiem jak to jest czekać aż wszystko zrobi się samo. Ale nie martw się. Kiedyś musi być dobrze. i wierzę w to, że w końcu wszystko Ci się poukłada, wszystko Ci się uda. Trzymaj się. ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
bilans:
jogurt
pół jabłka
2 kanapki z szynką
trochę sałatki z tuńczyka i jajka
5 kopytek z sosem
kawałek ciasta

Wycieczka świetna. Przeszliśmy kilka dobrych kilometrów, tak około 3-4 godzin chodzenia. Ogólnie było ciekawie Kupiłam sobie czarną koszulę. Jest świetna. No i cały dzień gapienia się ukradkiem na Niego
 

 
bilans:
jogurt
bigos
2 kromki z serem i ogórkiem kiszonym

ćwiczenia:
20 pompek
30 minut spaceru

Jutro wycieczka z humanami Cieszę się, bo jąę z moją J. Będzie nam odwalało. Oj, będzie.